Wiadomości

stat

Siekierezada w Złotym Ulu na Monciaku

artykuł historyczny

"Ewerest" był bezwzględny, zawzięty i konsekwentny. Jego karierę zakończyło więzienie. Po latach, mimo, że już dawno jego gang był rozbity, a on sam pozostawał na marginesie życia, postanowił dokończyć zlecenie sprzed lat. Siekierą.



"Ewerest" był niski, ale niebywale agresywny. Policjanci, którzy go często zatrzymywali, wiedzieli, że trzeba go skuć albo rzucić na glebę, bo startuje z pięściami. Groził im często, że ich zastrzeli, albo że będą za to sami siedzieć w więzieniu. Pokazywał im to składając cztery palce obu rąk w symbol krat.

Jeździł ogromnym mercedesem S600. Żeby wyglądać w nim normalnie, siadał zawsze na dwóch poduszkach. Miał oszałamiająco piękną żonę. Wysyłał ją na miasto, aby zarabiała pieniądze jako prostytutka i rozliczał ją sumiennie z zarobionych pieniędzy.

Niski "Ewerest" jeździł ogromnym mercedesem S600. Żeby wyglądać w nim normalnie, siadał zawsze na dwóch poduszkach.
Niski "Ewerest" jeździł ogromnym mercedesem S600. Żeby wyglądać w nim normalnie, siadał zawsze na dwóch poduszkach. fot. Wikipedia

Ewerest, czyli Władysław Farbe, pochodził z Wielkopolski. W Trójmieście pojawił się wraz z bratem i zajął się głównie kradzieżami samochodów, paserką i rozbojami. Mieszkał w wynajętej willi w górnym Sopocie, później przeniósł się do Wrzeszcza.

W końcu wszedł w paradę gangowi sopockiemu, któremu szefował "Nikoś". Ponieważ nikt nie mógł kraść samochodów bezkarnie na jego terenie, "Ewerest" wykupił u "Nikosia" glejt na kradzieże. Zapłacił za niego na dziejsze ok. 1 mln złotych i został członkiem grupy, w której bardzo szybko zajął miejsce blisko szefa.

Czytaj także: N jak Nikoś, ojciec chrzestny polskiej mafii

Rodzinna wycieczka

W majowy poranek 1999 r. z domu wyszła para, mężczyzna niższy od kobiety o głowę. Ubrany był w odprasowane na kant spodnie i śnieżnobiałą koszulę z bordowym krawatem. Niósł opakowany w pokrowiec garnitur. Wydekoltowana kobieta ubrana była w obcisłą, złotą sukienkę do pół uda, czarne rajstopy i szpilki. W ręku niosła sporych rozmiarów torbę podróżną.

Oboje szybkim krokiem szli w kierunku dworca kolejowego we Wrzeszczu.

Siedzący w samochodzie komisarz Stanisław Hardzina zagapił się przez chwilę na efektowną blondynkę z wielkimi czerwonymi tipsami. Ale tylko na chwilę. Bo coś było nie tak.

Wraz z dwoma kolegami z komendy obserwował "Eweresta" od jakiegoś czasu. Po śmierci "Nikosia" w 1998 r. facet wyraźnie nie mógł sobie znaleźć miejsca. Cała grupa poszła w rozsypkę. Mimo to Władek Farbe już parę razy groził komuś bronią, więc policjanci postanowili się nim zająć.

W pewnym momencie dowiedzieli się, że "Ewerest" ma zamiar pojechać do Poznania, prawdopodobnie żeby kogoś zamordować. Wiedzieli, że chodzi o właściciela domu publicznego nad Wartą.

Ale kto jechałby w takiej sprawie pociągiem? A na dworzec szedł piechotą? To właśnie było całkiem nie tak. Tym bardziej, że przed blokiem, w którym mieszkał "Ewerest", stała jego "beemwica".

To nie ja, to mój brat!

Policjanci rozdzielili się w pociągu. W Bydgoszczy otrzymali informację, że Farbe kilka dni wcześniej miał się zgłosić do więzienia, żeby odsiedzieć mały wyrok. Nie stawił się. Więc była podstawa, żeby go zdjąć. Hardzina postanowił zawiadomić poznańską komendę, żeby przysłali na dworzec oddział specjalny.

Tymczasem przed stacją Poznań Garbary, gdzie zatrzymywał się pociąg, Farbe wstał i wyszedł z żoną na korytarz. Za rozsuwanymi drzwiami do następnego przedziału dostrzegł dwóch mężczyzn. W jednym z nich rozpoznał sopockiego policjanta.

Na wysokości stacji Poznań Garbary, "Ewerest" zorientował się, że w pociągu jadą z nim policjanci.
Na wysokości stacji Poznań Garbary, "Ewerest" zorientował się, że w pociągu jadą z nim policjanci.

Zdekonspirowani funkcjonariusze wyszli z przedziału i stanęli tuż za parą. Gdy pociąg zaczął wtaczać się na stację, Farbe zaczął się szarpać z klamką drzwi, których nie mógł otworzyć. Stojący w oknie przedziału Hardzina dostrzegł biegnącego po peronie faceta w jaskrawej koszuli. Odetchnął. Zaczął kiwać ręką wskazując na wyjście. Kiedy "Ewerestowi" udało się w końcu otworzyć drzwi i postawić stopę na schodkach huknęło, rozległy się krzyki, a wszystko pokrył dym z petard. Po chwili Hardzina dostrzegł Władzia w uścisku antyterrorystów.

W uszy wbijał się wrzask. To wrzeszczała żona "Eweresta". Wygrażała, klęła, ale wśród tego wycia do Hardziny dotarł sens tego, co wykrzykiwała. "To nie Władek. To jego brat Staszek! Wy gnoje!"

Na komendzie "Ewerestowa" domagała się adwokata i wymachiwała paszportem, w którym widniało, że jego posiadaczem jest nie Władysław, a Stanisław Farbe - o nic nie podejrzewany i pozostający poza kręgiem zainteresowania policji brat "Eweresta".

Herdzinie zrzedła mina, ale chwycił się pewnego pomysłu jak brzytwy: - Władziu, przecież to ty, nie wygłupiaj się. Co ty tu zamierzałeś zrobić Strefę Gazy?- rzucił.

"Ewerest" nie wytrzymał, wyrzucił przed siebie ramiona i pokazał policjantowi kratkę z czterech palców. Hardzina odetchnął i rozczulił się tak, że był gotów ucałować bandziora.

Jadąc do Poznania, gdzie miał zabić właściciela kilku domów publicznych, "Ewerest" zabrał ze sobą pistolet glauberyt, broń używaną przez polskich antyterrorystów.
Jadąc do Poznania, gdzie miał zabić właściciela kilku domów publicznych, "Ewerest" zabrał ze sobą pistolet glauberyt, broń używaną przez polskich antyterrorystów.

W torbie podróżnej policjanci nic nie znaleźli. Natomiast w marynarce po kieszeniach upchane były części od rozłożonego pistoletu glauberyt, broni używanej przez polskich antyterrorystów. Bez numeru fabrycznego. W tej samej marynarce znaleźli też naboje rtęciowe, zakazane przez wszelkie konwencje. Używane, nieoficjalnie oczywiście, jedynie przez Mosad, na którego wyposażeniu pozostawały. Pociski takie dają stuprocentowa gwarancję, że trafiony nimi człowiek umrze, ponieważ pocisk wewnątrz ciała zmienia tor lotu, podobnie jak rozpryskujące się kulki rtęci, demolując narządy wewnętrzne.

Bo to zły komisarz jest

Mimo akcji policji "Ewerest" odpowiadał z wolnej stopy. Kilka miesięcy później przepełniony niewesołymi myślami Hardzina wsiadł w Sopocie do porannego pociągu do Poznania. Zaspany, przygasił światło w przedziale, w którym był sam i zaciągnął okno zasłonką. Rozprostował nogi i usiłował zasnąć. We Wrzeszczu drzwi się otwarły i na miejscu obok usiadł niski facet. Hardzina uchylił powieki i zauważył ponurą minę Władzia Farbe.

- Co psie, jedziemy na ten sam proces? - wycedził "Ewerest".

Hardzina przesiadł się do Warsu. Całą podróż spędził w wagonie barowym, a z dworca odbierała go policyjna eskorta.

Na sali sądowej po raz drugi tego dnia ciśnienie skoczyło mu gwałtownie, gdy podczas swojego przesłuchania zorientował się, że sąd przychylnie patrzy na Władzia, który bez mrugnięcia okiem tłumaczył, że to Hardzina, który go nienawidzi patologicznie, zmontował całą sprawę i podrzucił mu broń i amunicję.

Rozsierdzony komisarz w pewnym momencie szarpnął dramatycznym gestem za koszulę pod kurtką. Po podłodze sali sądowej potoczyły się guziki. Pod spodem sopocki komisarz miał kamizelkę kuloodporną i broń w kaburze wiszącą pod pachą.

Prowadząca rozprawę sędzia spojrzała zdziwiona.

- Czy gdyby pan Farbe był niegroźnym obywatelem, musiałbym się tak zabezpieczać? - zapytał Hardzina.

Ostatecznie Farbe dostał niski wyrok, który cały odsiedział.

Siekierezada w Złotym Ulu

Gorącym latem 2001 r. do Trójmiasta przyjechał z Poznania "Pan Piotr" - właściciel poznańskich domów publicznych. Z miejsca zaczął rozgłaszać, że chciałby się zobaczyć z policjantami, którzy kilka lat wcześniej uratowali mu życie.

Przesiadywał z obstawą w rozmaitych trójmiejskich lokalach. Pewnego wieczora siedział w "Złotym Ulu", kiedy dostał informację, że ktoś chce się z nim spotkać w ważnej sprawie.

W 2001 r. Ewerest zaatakował w sopockiej restauracji Złoty Ul mężczyznę, którego miał zabić kilka lat wcześniej. Tym razem użył siekiery. O dziwo, napadnięty przeżył.
W 2001 r. Ewerest zaatakował w sopockiej restauracji Złoty Ul mężczyznę, którego miał zabić kilka lat wcześniej. Tym razem użył siekiery. O dziwo, napadnięty przeżył. fot. Dominik Staniszewski/trojmiasto.pl

Przy drzwiach stał niski, zziajany i spocony człowieczek, z mokrą kurtką na ręku. Akurat padało. "Pan Piotr" wstał i ruszył w jego kierunku. Nagle tamten podbiegł i skoczył. Kurtka upadła na posadzkę. Był to "Ewerest". Mężczyzna wziął zamach i wbił siekierę w "Pana Piotra". Właściciel wielkopolskich domów uciech krzyknął i upadł. Cios rozpłatał mu paskudnie plecy. Na szczęście dla niego odwrócił się, bo siekiera miała trafić w serce.

Kilka dni później w szpitalu "Pan Piotr" powiedział policjantom, że do tego "karakana" z siekierą nie ma żadnych pretensji i nie wnosi żadnego oskarżenia. Wkrótce sprawa została umorzona, a "Ewerest" zupełnie zniknął z przestrzeni publicznej.

Nazwiska i niektóre pseudonimy zostały zmienione

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 100)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

więcej  »

Czytaj także

więcej »

Osoby poszukiwane

Vladimir Volkov

Zapoznaj się z bazą osób poszukiwanych przez policję. Pomóż w ich odnalezieniu.

więcej »

Osoby zaginione

Adam Kamiński

Zapoznaj się z bazą osób zaginionych. Pomóż w ich odnalezieniu.